W zeszłym tygodniu zostałam zaproszona do domu pewnej dziewczyny. Piszę celowo dziewczyny, bo choć ma troje dzieci, wygląda nad młodo i dziewczęco. Oczywiście, jak to w życiu bywa, nie zawsze to, co widzimy na zewnątrz jest tożsame z tym, co w środku, zatem – nazwijmy ją Ania (zmieniłam imię) wcale nie ma łatwo i jak każdy z nas boryka się z wieloma problemami i na wiele pytań szuka odpowiedzi. Bo zaczynanie diety tak jak zaczynanie czegokolwiek nowego nie jest łatwe, ale możliwe do realizacji. A potem naprawdę wchodzi w nawyk. Ania tego się uczy i próbuje takiego właśnie spojrzenia na świat. Z innej, nowej dietetycznej perspektywy.
Od kilku miesięcy jej najmłodsza córka jest na diecie. Dzieci starsze i najstarsze również, ale nie na aż tak restrykcyjnej. To nie zawsze łatwe, ponieważ dzieci, zwłaszcza przyzwyczajone do tego, co niezdrowe na początku diety mogą domagać się tego, co im szkodzi. Ale nie dzieci Ani… one dostają to co mogą, ale jest to tak pięknie podane, jest tego tak dużo w tak różnych wariantach, jest tak wiele starań i zachodu ich mamy, że doprawdy nie wiem dlaczego miała wątpliwości czy robi dobrze.
Zrobiłyśmy z Anią deser z kaszy jaglanej i owoców – coś na kształt puddingu, oraz cały obiad. To wszystko zajęło nam niecałe półtorej godziny. Bo największym problemem tej niezwykłej gospodyni jest czas. Robi te posiłki i robi i końca nie widać, a „z kuchni nie wychodzi”. To bardzo często spotykany problem osób które zaczynają uczyć się czegoś nowego, ale to tylko obawa, którą bardzo szybko rozwiewa praktyka bo dieta Bożeny Kroki naprawdę nie jest dietą przy której spędza się całe dnie w kuchni! To się robi szybko i przyjemnie, tylko jak do wszystkiego, za co się zabieramy trzeba mieć serce i… dystans!!! A wtedy wszystko idzie szybko i mamy jeszcze dużo czasu na poczytanie dziecku książki. Lub samej sobie, bo przecież nie można dać się zwariować w kuchni.